Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Start
Zwyczaje i obrzędy


Bliskie spotkanie z twórczością ludową PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
wtorek, 14 maja 2013 06:40

24 kwietnia mieliśmy przyjemność gościć w naszej szkole grupę pań z miejscowości Zaręby, gm. Chorzele. Panie w wolnych chwilach zajmują się wykonywaniem koszyczków, wazoników i kwiatów z dostępnych nam na co dzień materiałów, a mianowicie ze zwykłych gazet czy zużytych pończoch. Pomysłowość owych twórczyń w połączeniu z wyjątkowymi umiejętnościami daje efekty w postaci przepięknych wytworów. Dzieci z naszej szkoły, a także kilkoro pań, które przybyły na to spotkanie, mogły nie tylko podziwiać kunszt artystek, ale miały też  możliwość włączenia się do wspólnej twórczości i nauczyć się kilku jej tajników przydatnych z pewnością w przyszłości.

Inicjatorem i organizatorem spotkania była Pani Danuta Norowska, Kierownik Filii Bibliotecznej Biblioteki Publicznej Gminy Turośl.


Poprawiony: wtorek, 14 maja 2013 08:46
 
Nowy rok - B. Kielak PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
poniedziałek, 21 czerwca 2010 10:14

Podobnie jak w dniu Bożego Narodzenia, tak podczas mszy świętej w Nowy Rok rzucano w kościele z chóru zbożem i grochem na głowy zebranych, by wywołać do­bry urodzaj w nadchodzącym roku. Urodzaju dotyczyły także przysłowia i przepo­wiednie, związane z pierwszym dniem roku a dotyczące zjawisk atmosferycznych:

"Nowy Rok pogodny - zbiór będzie dogodny." "Na Nowy Rok pogoda - będzie w polu uroda."

Dzień Nowego Roku stanowił również odpowiedni moment do spojrzenia w przy­szłość, zwłaszcza przez dorastające pokolenie, głównie przez panny. Młode dziewczę­ta piekły w tym dniu placki, schodziły się w jednej chałupie, przyprowadzały do izby psa i częstowały wypiekami - czyj placek pies ugryzł w pierwszej kolejności ta pan­na miała jako pierwsza wyjść za mąż. W celu wywróżenia, z której strony będzie po­chodził mąż, zwijały kulki z lnu, podpalały je i rzucały do góry obserwując, w którą stronę poleci kulka lub popiół z niej, stamtąd właśnie należało spodziewać się męża.

Na wstępie tego opracowania wyraźnie zostało podkreślone, iż związek liturgii i dawnych wierzeń ludowych przez wieki był bardzo ścisły, przeplatał się i uzupeł­niał. Zdarza się jednak, że związek między wspomnianymi sferami jest zupełnie luź­ny, lub prawie go nie ma. O takim luźnym związku można mówić w przypadku wy­piekania tradycyjnych ciast ludowych, zwłaszcza ciast w formie figuralnej. Wypieki figuralne do niedawna służyły zabiegom magicznym, nie mieszczącym się w kręgu spraw bliskich kościołowi. Pieczywo obrzędowe przygotowywano w przeddzień Nowego Roku lub (według innych informatorów) na dzień Trzech Króli. W obrzędo­wości ludowej - jak pisze J. Olędzki - zarówno Nowy Rok jak i święto Trzech Kró­li były uznane za święta wielkiej wagi, rozpoczynały przecież nowy okres wysiłków człowieka, zmagań z trudnymi warunkami bytowania i niepewną przyszłością. Z tych właśnie względów należało podkreślić ważność wspomnianych dni, a poza tym dokonać takich działań magicznych, które zapewniłyby pomyślność w prowa­dzonej gospodarce, szczególnie hodowlanej.

Na terenach regionu kurpiowskiego wykonywanie wypieków obrzędowych było czynnością wymagającą nastroju skupienia i powagi. Do zagniecionego już ciasta za­siadała często cała rodzina. Największą rolę odgrywał w lepieniu figurek gospodarz, reszta rodziny pomagała i wykonywała prace uzupełniające i zdobnicze. Taki trady­cyjny podział ról świadczy niewątpliwie o ogromnej wadze, jaką przywiązywano nie­gdyś do omawianej czynności.

nowe latkoW Puszczy Zielonej wylepiane były dwa rodzaje czy grupy wypieków. Pierwszą z nich było "nowe latko": krążek - wałeczek ciasta z umieszczonymi na krążku figurka­mi drobiu - gęsi, kur, kaczek, dawniej - postaciami innych zwierząt, częstokroć w środ­ku krążka umieszczano postać pastuszka. Stosowanie figury krążka jako zminiaturyzo­wanego kręgu magicznego ma tu swe niewątpliwe znaczenie; krąg zabezpiecza wszyst­ko co znajduje się w jego obrębie, a tym bardziej symbole życia i płodności - ptaki.

Drugą grupę wypieków tworzyły pojedyncze wyobrażenia zwierząt. Znajdowały się tu najbardziej znane zwierzęta leśne, które nie były szkodnikami (drapieżnikami), głównie jelenie, sarny, zające, czasami wiewiórki. Obok zwierzyny leśnej znajdowały się zwierzęta domowe, hodowlane: konie, krowy, woły, barany, owce, kozy, czasami pojedyncze figurki ptactwa, sporadycznie - psa. Niegdyś na te figurki generalnie mówiono "stworzenia", później upowszechniła się, obok indywidualnych określeń, wspólna nazwa "byśki".byśki

 

 

 

 

 

 

 

Po upieczeniu figurek, ich los zależał od wagi, jaką przywiązywano w rodzinie do tego zabiegu jako działania ochronno-magicznego. W niektórych rodzinach figurki, tak "nowe latka" jak i "byśki", zawieszano na nitce w tzw. świętym kącie, nad ołta­rzykiem, gdzie wisiały często przez cały rok, do następnych świąt. W innych rodzi­nach po upieczeniu figurki dawano dzieciom do zabawy a następnie do zjedzenia.

Bez względu na dalszy los wypieków ich korzenie sięgają działań mających dodat­nio wpływać na rezultaty w hodowli w całym nadchodzącym roku. Praktycznym zaś działaniem było często rozmaczanie figurek w wodzie i podawanie tej wody do wy­picia cielnym krowom, kotnym owcom czy kurom by lepiej się niosły.

fafernuchyZ okazji Nowego Roku wykonywano na Kurpiach inny rodzaj wypieków - fa­fernuchy. W tym celu zaczyniano ciasto z mąki żytniej, tartych pasternaków lub marchwi, buraków, dodawano cukier, pieprz (stąd nazwa - od niemieckiego "pfepfer"), czasami miód; ciasto rolowano w długie wałeczki, krojono ukośnie jak znane powszechnie kopytka. Fafernuchy pieczono w piekarniku około dwóch go­dzin, a przez swój sklad i długie pieczenie nabierały ogromnej twardości. Fafernu­chami obdarowywali się dorośli składając sobie życzenia noworoczne, ale praktycz­nie ten rodzaj pieczywa przeznaczony był jako przysmak dla dzieci, które grały ni­mi w "cetno" i "licho" (do pary i nie do pary). Fafernuchy praktycznie jedzono do następnego dnia świątecznego - Objawienia Pańskiego zwanego powszechnie świętem Trzech Króli. W tym dniu panował popularny w Polsce zwyczaj, mający kościelny charakter, święcenia podczas mszy miry i kredy, którą po przyjściu do do­mu wykonywano na drzwiach wejściowych napis K+M+B oraz aktualny rok. Czyn­ność tę wykonywano na pamiątkę przybycia trzech władców (mędrców) do Betle­jem, pisząc skróty ich imion. Kwestia ta jest skomplikowana, gdyż w Ewangelii znajdujemy jedynie fakt przybycia Mędrców do Bożego Dziecięcia, nie spotkamy jednak ani ich liczby, ani daty przybycia a tym bardziej imion. Dopiero w IV w. po­jawiły się imiona Kacpra, Melchiora i Baltazara, a od IX w. nazywani są królami i traktowani jako przedstawiciele trzech ras ludzkości (w ówczesnym rozumieniu):

Afrykańczyków, Azjatów, Europejczyków. Poruszając tę kwestię, nie można pomi­nąć opinii wyrażonej przez M. Brzozową, że bardziej prawdopodobnym wydaje się pochodzenie tych trzech liter od łacińskiego zdania: "Christus Mensioni Benedi­cat", czyli "Niech Chrystus błogosławi temu domowi" (CMB).

Poprawiony: poniedziałek, 21 czerwca 2010 10:39
 
Zwyczaje wielkanocne na Kurpiach - B. Kielak PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
środa, 19 maja 2010 07:04

Zwyczaje wielkanocne

Święta Zmartwychwstania Pańskiego, zwane w regionie kurpiowskim Zielganocą, należą do najważniejszych w roku liturgicznym. Jednocześnie tradycja ludowa wzbogaciła obchody tych świąt o wiele interesujących i barwnych zwyczajów. Podobnie jak w całym roku obrzędowym, tak i podczas świąt wiosennych główna uwaga - oczywiście obok przeżyć natury religijnej - sku­piona była na zapewnieniu bezpieczeństwa i pomyślności własnej rodzinie i gospodarstwu.

Tereny nad środkową Narwią nie różniły się w tym zakresie od innych ziem mazowieckich czy regionów kraju, ale jednocześnie w borach ostrołęckich ukształtował się i prze­trwał do ostatniego okresu szereg zwyczajów o specyficznej formie. Wy­starczy wspomnieć o poprzedzającej Wielkanoc Niedzieli Palmowej i kur­piowskim zwyczaju wykonywania wy­sokich, bogatych i barwnych palm.

Wśród zwyczajów wielkanocnych na uwagę zasługują szczególnie te występujące w Wielką Sobotę, a in­tegralnie związane z następnym dniem świąt.

W tym dniu we wsiach parafial­nych regionu odbywała się ceremo­nia święcenia ognia i wody. Na pla­cu przed kościołem rozpalano duże ognisko, do którego wrzucano stare palmy, stare zniszczone obrazy, uszkodzone rzeźby itp. poświęcone przedmioty. Z ogniska gospodynie zabierały żarzące się kawałki dre­wienek, niosąc je do domów by w Wielką Niedzielę rozniecić pod kuchnią „nowy ogień". Równocze­śnie zabierano do domów w różnych naczyńkach wystawioną przed ko­ściołem wodę święconą.

Podczas pobytu w kościele można było obejrzeć przygotowany grób Chrystusa i stojące przy nim straże, tzw. turki. Straż przebrana była w tekturowe bądź drewniane zbroje, kaski, miecze, halabardy, dzidy, co w sumie dawało ciekawy efekt plastycz­ny.

W Wielką Sobotę także przygoto­wywano tzw. „święconkę" – zestaw produktów i potraw świątecznych, do którego wchodziły zazwyczaj: jaj­ka, mięso, wędliny, chleb, ser, ma­sło, sól, ciasta i inne. Na terenie Puszczy Zielonej „święcone" od kil­ku rodzin niesiono do jednej chału­py, a ksiądz objeżdżając wioski święcił pokarmy w umówionym z góry domu.

Niedzielę wielkanocną rozpoczy­nała msza święta zwana Rezurekcją, w której uczestniczyła większość pa­rafian, nawet z odległych od kościo­ła wiosek. Do staropolskich trady­cji, kontynuowanych niegdyś w re­gionie kurpiowskim, należało strze­lanie z moździerzy, strzelb, samopa­łów itp. podczas procesji rezurek­cyjnej.

Interesującym zwyczajem o cha­rakterze gospodarczym był tego dnia wyścig furmanek ,,na uro­dzaj". Po zakończonej Rezurekcji każdy z gospodarzy starał się jak najszybciej dotrzeć do własnej za­grody, co w miejscowym przekona­niu wróżyło, iż właśnie temu pierw­szemu najlepiej obrodzi zboże, a jednocześnie jako pierwszy sprząt­nie je z pola.

Po powrocie z kościoła wielu go­spodarzy obchodziło zagrodę z wo­dą święconą (przyniesioną w Wielką Sobotę), kropiąc dom i zabudowa­nia, w tym oborę, chlewy, stodołę itp. Zabieg ten miał zabezpieczyć dobytek i przynieść powodzenie w gospodarstwie.

Dzień świąteczny rozpoczynało uroczyste, rodzinne śniadanie, w którego trakcie dzielono się poświęconym jajkiem i składano sobie ży­czenia.

Niedzielę wielkanocną spędzano zwykle w rodzinnym gronie, dzieci najczęściej wybierały się do rodzi­ców chrzestnych, aby złożyć im ży­czenia świąteczne, za co otrzymywa­ły, głównie od chrzestnej, pięknie zdobione pisanki.

Poniedziałek wielkanocny zwią­zany jest z popularnym, w tym także na wsi kurpiowskiej, śmigusem. Śmigus - dyngus był pierwotnie zwy­czajem magicznym, mającym na ce­lu sprowadzenie deszczu na zasiane pola. Oblewanie wodą rozpoczyna­ło się we wczesnych godzinach ran­nych. Używano do tego butelek, kwaterek, wiader, a także specjalnie skonstruowanych sikawek drewnia­nych. Wodą oblewano się wzajem­nie, choć w niektórych wsiach pusz­czańskich istniał podobno zwyczaj, że w poniedziałek mężczyźni oble­wali kobiety, a we wtorek odwrotnie - kobiety oblewały mężczyzn.

Z dyngusem łączył się zwyczaj, iż oblana przez chłopaka dziewczyna, o ile się jej podobał, obdarowywała go wykonanymi przez siebie pisan­kami. Wśród wierzeń czy przekonań związanych z tym dniem funkcjono­wało i takie, że w chałupie, w której polewano się wodą nie będzie pcheł przez cały rok. Z kolei panna, która nie została oblana w drugi dzień świąt pozostanie w stanie wolnym przez najbliższy rok.

Wymienione tu jako przykłady zwyczaje i wierzenia związane z Wielkanocą dowodzą z jednej stro­ny troski o pomyślność gospodar­stwa, prób spojrzenia w przyszłość, z drugiej - bogactwa życia duchowe­go ludności puszczańskiej, z którego wiele jeszcze pozostało i trwa wśród mieszkańców Kurpiowszczyzny.

Bernard Kielak

Poprawiony: poniedziałek, 21 czerwca 2010 10:04
 
Wiosna na Kurpiach - M. Kosińska PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
środa, 19 maja 2010 07:03

Wiosna na Kurpiach


Wiosna na Kurpiach jest niezwykle barwnym widowiskiem. Kilka­dziesiąt lat temu obfitowała nie tylko w kolory, ale także w rozma­ite wierzenie i przesądy. A w majowe wieczory rozlegał się w Pusz­czy śpiew przy przydrożnych kapliczkach.

Kurpie od dawna obserwowali zwierzęta i z ich zachowania wróżyli sobie, a to pogodę, a to plony. Okres wiosenny, związany z budzeniem się do życia przyrody należał do pór ro­ku, podczas których wiele znaków miało wpływać na powodzenie w go­spodarstwie, w tym na hodowlę by­dła. Zwierzęta po raz pierwszy wypędzano na pastwiska w dniu św. Woj­ciecha (23 IV). Przed oborą kładziono jakiś ostry przedmiot np. siekierę, aby krowy przeszły nad nią. Zabezpiecza­ło to przed niebezpieczeństwem. By­dło wypędzano tzw. „marcinką" lub uderzano palmą wielkanocną. Jak twierdzili Kurpie po to, „żeby bydło nie szło w szkodę". Oskar Kolberg pi­sał także o swoistym zdobieniu zwierząt gałązkami wierzby lub kwiatami. Puszczacy bacznie obserwowali też zachowanie pszczół. Jeżeli pszczoły ruszały się w ulu przed 25 marca zwiastowały późne nadejście wiosny:

Niepożądanym spotkaniem wczesną wiosną było spotkanie żaby. Zapowiadało to, bowiem słabe plony. Podczas ta­kiego spotkania należało zdjąć pasek od spodni i tak ułożyć go na ziemi, by żaba trzykrotnie przez niego przeskoczyła (najlepiej - tam i z powrotem).

Obserwowano nie tylko zwierzęta, ale także przyrodę, np. jeżeli zakwitł wczesną wiosna mlecz wróżono sobie z tego mleczy rok.

Jak sadzić kapustę?

Kurpie przestrzegali wielu zasad przy sadzeniu i sianiu warzyw. Najle­piej było je sadzić podczas Wielkiego Tygodnia. Wierzono, że im wcześniej zostaną posadzone ziemniaki (nawet już po 1 kwietnia) tym będą lepsze. Przed posadzeniem ziemniaków, gospodarz święcił worek z sadzeniaka­mi, a przed przystąpieniem do pracy, robił na ziemi znak krzyża, by ziem­niaki nie pogniły"

Były również określone dni do sa­dzenia poszczególnych roślin. W dniu św. Grzegorza (12 III) najlepiej było sadzić kapustę, gdyż wtedy główki duże urosną. Adam Chętnik podaje, że wiązał się z tym pewien zwyczaj. Sadząca kapustę kobieta siadała wcześniej na grządce w miejscu, gdzie miała posadzić kapustę. Wierzono, że wtedy kapusta będzie miała tak duże główki, jak „siedzenie” kobiety.

Natomiast około dnia św. Marka (25 IV) była najlepsza pora do sadzenia grochu, zwłaszcza gdy padał deszcz. Miało to przynieść udane plo­ny. Groch należało sadzić w te dni, które nie miały w swej nazwie litery „r”, aby uchronić zasiew przed robac­twem. Zabiegami mającymi uchronić przed nieszczęściem i przynieść lep­sze plony było zatykanie w zagony warzywne zielonych gałązek, najczęściej brzozy podczas uroczystości Zielonych Świąt oraz w Boże Ciało.

Obok zabiegów czysto magicznych, ochrona warzyw a szczególnie kapusty prowadzona była w różnych formach. Posypywano główki kapusty popiołem drzewnym, zwłaszcza tym gromadzonym w „święte wieczory” od Bożego Narodzenia do Trzech Króli. Posypywano warzywa solą lub polewano słoną wodą, piołunem albo też wodą z piołunem. Czynności te wykonywano jeszcze po II wojnie światowej. Symbolicznym zakończeniem prac w ogrodzie było święcenie obok zbóż również warzyw podczas uroczystości Matki Boskiej Zielnej.

Wiosna gościła także w sadach. Wśród Kurpiów popularne było przeko­nanie, że gdy uderzy się drzewo owocowe wiosną, to ono uschnie. Drzewa budziło się w okresie zimowym. Po wiecze­rzy wigilijnej gospodarz uderzał drzewo kijem mówiąc: „wstawaj jabłonko (gru­szo, śliwo itd.), wstawaj!" Do wierzeń ściśle przestrzeganych na Kurpiach nale­żało to, że do sadu nie mogła wchodzić, a tym bardziej zrywać owoców, kobieta podczas menstruacji. Nie przestrzeganie tego, groziło drzewom obumarciem.

Majowe śpiewanie

Wiosna na Kurpiach to również majowe śpiewy przy kapliczkach i krzyżach. Dzisiaj już bardzo rzadko spotykane, ale jeszcze kilkadziesiąt lat temu w każdej wsi w majowe wieczory rozlegał się śpiew litanii do Matki Bożej. Pod ka­pliczkami schodzili się i młodzi i starzy.

Adam Chętnik w „Kurpiach" z 1924 roku pisze: „W miesiącu maju najbliższe wsi kapliczki i figury przystrojone są wiankami z zieleni i kwieciem, wieczorem zaś, przede wszystkiem w niedziele i świę­ta ludność zbiera się tamże i śpiewa wspólnie litanię do Matki Boskiej, oraz pieśń „Zdrowaś Maryjo Bogurodzico!"

„Na Zielone Świątki dobre i otrąbki" - mówią w tych stronach, mimo to jednak kto może, stara się, by upiec placek pszenny. W przeddzień świąt młodzież stroi chaty w zieleń, przeważnie gałęźmi brzeziny, albo ustawia przy wejściu całe brzózki. Dziewczęta okna i obrazy stroją całym tatarakiem, podłogę zaś po­sypują siekaniną z tegoż tataraku, który sprawia miły zapach w całym domu.

Figury św. Jana Nepomucena, sta­wiane nad wodami, w dzień tego pa­trona (16 maja) strojone są w kwiaty, a ludność śpiewa „Witaj Janie z Bole­sława" lub podobne.

Autorka korzystała z: Bernard Kielak, Zwyczaje gospodarskie Puszczy Zie­lonej,

Ostrołęka 2000.

Magdalena Kosińska

Poprawiony: poniedziałek, 21 czerwca 2010 10:02
 
Gody w Puszczy Zielonej PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
środa, 19 maja 2010 06:58

 

Gody w Puszczy Zielonej

Zasiadając do kolacji wigilijnej niewielu z nas zasta­nawia się dlaczego święta Bożego Narodzenia przy­padają w tym, a nie innym terminie. Nie przypuszcza­my, iż święta te są ściśle związane ze zjawiskami astronomicznymi. Ostatni tydzień grudnia jest okre­sem, gdy słońce przestaje „zamierać", więcej - zaczy­na go przybywać, a dzień staje się coraz dłuższy. Fakt ten niesie zapowiedź odradzania się przyrody, od za­mierzchłych wieków był u wielu plemion rolniczych powodem do radości i okazją do świętowania.

W przekazach ewangelicznych nie znajdziemy do­kładnego terminu narodzin Chrystusa. Przez dłuższy czas obchodzono je 6 stycznia, by przenieść następnie właśnie na 25 grudnia, na pogańskie święto odradzają­cego się słońca. Nałożenie się obrzędów chrześcijań­skich na wspomniany radosny okres nie zatarł rolnicze­go charakteru tych świąt. Są one silnie związane z go­spodarką rolną i hodowlą, o czym można się przekonać na podstawie na przykład tradycyjnych kurpiowskich wierzeń i specyficznych działań zachowanych w Puszczy Zielonej Przygotowania do świąt Bożego Narodzenia rozpo­czynały się praktycznie od dnia św. Łucji (13 XII), sprzątano gruntowanie chałupy, bielono ściany izb, go­spodynie wykonywały nowe wycinanki oraz inne ozdo­by z papieru, bibuły i słomy.

Pierwszym ważnym dniem okresu świątecznego jest Wigilia. Powodem przypisywania jej szczególnej rangi było silne powiązanie uczuć religijnych Kurpiów z dzia­łaniami gospodarczymi, z próbami zabezpieczenia bytu rodzinie poprzez przewidywanie czy prognozowanie przyszłości.

Elementy wróżb przynoszą już godziny poranne wi­gilijnego dnia. Istniało przekonanie, iż szczęście i po­myślność przyniesie domowi wizyta mężczyzny jako pierwszego gościa. Z pierwszego odwiedzającego rodzi­nę wróżono też przyszły przychówek w gospodarstwie, jeśli była nim kobieta - przychówek będzie żeński, jeśli mężczyzna - męski.

 

Żeby się groch rodził

Ważne miejsce zajmowało również obserwowanie po­gody. Do dziś funkcjonuje w regionie przekonanie, iż: „Jak Wigilia gwiaździsta – to jajczysta

a jak chmurzysta - to mleczysta"

Oprócz usiłowań spojrzenia w przyszłość wierzono głęboko, że przebieg dnia wigilijnego będzie miał wpływ na życie w nadchodzącym roku. Pracowity dzień wróżył dużo pracy, ale i efektów. Dotyczyły te przeko­nania tak dorosłych jak i dzieci, które winny zachowy­wać się cicho, grzecznie i uprzejmie, zaś dostanie „w skórę" było jak najgorszą prognozą na najbliższy rok.

Innym funkcjonującym do dziś zwyczajem jest za­kaz pożyczania w Wigilię czegokolwiek od sąsiadów, zwłaszcza ziemniaków.

Dzień wigilijny przebiegał na pracach przygoto­wawczych do świąt i kolacji wigilijnej.

Do uprzednio wysprzątanej i odnowionej izby wno­szono do początków XX wieku snop zboża (lub 4 sno­py), aby zapewnić pomyślne zbiory. Od I wojny świato­wej snop zboża został zastąpiony przez choinkę.

Kulminacyjnym momentem dnia jest wieczerza wi­gilijna. Przygotowania do wieczerzy są niezmienne od wieków i podobne we wszystkich regionach Polski. W Puszczy Zielonej rozkłada się na stole trochę siana, przykrywając go białym obrusem (bo Pan Jezus urodził się na sianie) i stawia koniecznie nieparzystą - najmniej 9 - liczbę potraw. Najczęściej są to: kapusta z grochem lub grzybami, ryba smażona, śledź w occie, kasza jagla­na, pierogi z serem lub grzybami, kluski kartoflane, barszcz grzybowy, kluski z makiem i miodem., kisiel, kompot (zupa) z suszonych owoców.

Do wieczerzy wigilijnej powinna zasiąść parzysta liczba osób, w przeciwnym wypadku mógłby ktoś z ro­dziny umrzeć. Głowa rodziny, najczęściej ojciec brał opłatek w rękę i mówił: „Daj nam Boże, żebyśmy tak na drugi rok szczęśliwie doczekali".

W niektórych domach na kolację wigilijną gotowa­no na sypko groch lub fasolę. Pod koniec wieczerzy go­spodarz nabierał na łyżkę tę potrawę i podrzucał do su­fitu mówiąc: „To na szczęście, żeby się groch (fasola) rodziły". Jeśli przy tym zawartość łyżki przylgnęła do sufitu stanowiło to dobry znak na przyszłe zbiory.

Jako prognostyk plonów traktowano także w róż­nych częściach naszego regionu wyciąganie spod obru­sa po posiłku źdźbeł siana. Wyciągnięcie przez gospo­darza źdźbła z kłosem wróżyło dobre plony w nadcho­dzącym roku.

 

Kurpiowskie Gody

Po zakończonej kolacji resztki opłatka, a czasem i potraw dawał gospodarz zwierzętom, głównie kro­wom, wołom, owcom, co tłumaczono faktem, że były one w stajni przy narodzeniu Pana Jezusa i też winny mieć udział w świętowaniu. Kolejnym zwyczajem występującym po wieczerzy było budzenie drzew. Gospodarz udawał się do przydo­mowego sadu i uderzając kijem w pnie drzew owoco­wych „budził" je do życia, a zwłaszcza owocowania.

Podobnie, jak wspominane wielokrotnie zwyczaje związane z gospodarką, tak funkcjonowały w Wigilię również zwyczaje dotyczące życia osobistego, zwłasz­cza zamążpójścia. Po kolacji młode dziewczęta wycho­dziły przed dom, nasłuchując, z której strony zaszcze­ka pies - z tej właśnie przyjdzie przyszły mąż. Wg in­nych relacji panna powinna w samej koszuli trzykrot­nie obiec chałupę dookoła, a wtedy pokaże się jej przyszły kawaler.

Przed północą starsi członkowie rodziny udawali się zwykle do najbliższego kościoła na pasterkę. Pod­czas tej mszy św. (wg innych informatorów - w drugi dzień świąt, na św. Szczepana) rzucano z chóru na wiernych grochem, co miało spowodować urodzaj. Kobiety ukradkiem zbierały ten groch by dawać go na­stępnie kurom dla podniesienia ich nośności.

Po pasterce popularne były wyścigi zaprzęgów do domu, temu zaś gospodarzowi, który dotarł pierwszy do swej zagrody miała najlepiej obrodzić pszenica.

Na Boże Narodzenie, zwane na Kurpiowszczyzn i e Godami, przygotowywano w kościołach szopki figural­ne. Bardzo ciekawą była szopka wystawiona w koście­le myszynieckim, gdzie wszystkie postacie, łącznie z Matką Boską, przebrane były w ludowe stroje kur­piowskie. Wierni odwiedzający kościół podchodzili do szopki, pociągali wstążkę kołysząc w ten sposób Jezuska złożonego w kolebce i składali ofiary, w większości wypadków jajka lub inne produkty.

Święta Bożego Narodzenia były świętami spędza­nymi najczęściej w gronie rodzinnym.

W drugi dzień świąt, w dzień św. Szczepana, świę­cono w kościołach owies. Ziarna przechowywano w domu, aby podczas siewu dodać je do całości mate­riału siewnego, wierząc że dzięki temu zabiegowi plo­ny będą większe.

W trzeci jakby dzień świąt, 27 grudnia, obchodzo­no niegdyś uroczystość „młodzianków". Podczas mszy św. ksiądz częstował wiernych winem z kielicha, a wszyscy śpiewali wówczas „Gody w Kanie Galilej­skiej". Istniało na Kurpiach przekonanie, że w noc po­przedzającą ten dzień, woda w studniach zmienia się w wino i można o północy je zaczerpnąć, o ile jest się godnym takiego cudu.

Gody są okresem wielu jeszcze innych barwnych i interesujących zwyczajów, w tym np. kolędowania, ale z braku miejsca wymagają one osobnego omówienia.

Bernard Kielak

 


Copyright © 2017 Witamy w Lemanie. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem dostępnym na licencji GNU GPL.